wtorek, 21 listopada 2017

173) Malowanie igłą

Znacie to uczucie, gdy wyszywanie ciągle jednej rzeczy zaczyna Was nudzić, drażnić i myślicie tylko o tym by zabrać się za coś innego? Ja znam doskonale... A gdy dołożymy do tego jeszcze interesującą wymianę komentarzy z osobą, która lubi to co ja, to nie może się to skończyć inaczej...
Wszystkie te czynniki spowodowały zmianę organizacji pracy nad wyszywaniem, dzięki czemu pracuje jednocześnie nad dwoma projektami.
Jeżeli mam taką możliwość to rano wyszywam obraz Leonida Afremova, a wieczorem klocka lego. W innych przypadkach zmiana następuje każdego dnia-dzisiaj Leonid, jutro lego i tak na zmianę.
Są już widoczne pierwsze efekty takiego rozwiązania, oto one:
Podczas pierwszej (i jak narazie jedynej) prezentacji obrazu miałam taki fragment:


Po tygodniu naprzemiennej pracy, nieco przybyło:


Narazie to tylko kolorowe plamki ale strasznie przyjemnie się patrzy jak robi się ich coraz więcej.
Dla przypomnienia jeszcze jak te plamki mają wyglądać już po skończeniu:

czwartek, 16 listopada 2017

172) Serialowe wieczory

Uwielbiam pod wieczór usiąść z wyszywanką, włączyć serial i oddać się relaksowi.
Kolejnym obejrzanym w ten sposób serialem był:

Frankie i Grace
Zdjęcie pochodzi z internetu.
Serial opowiada o dwóch rywalizujących ze sobą od lat mężatkach Grace i Frankie, których mężowie oznajmiają, że w sobie są zakochani i planują wziąć ślub. To wydarzenie kompletnie zmienia ich życie - zamieszkują więc razem i pomagają sobie nawzajem w trudnych chwilach (źródło Wikipedia).



Zdjęcia pochodzą z internetu.

wtorek, 14 listopada 2017

171) Książkowy koszmar

Przeczytałam wszystkie książki, które kupiłam ostatnio. Prawie cały mój księgozbiór oczekuje w Polsce na przesyłkę, a do angielskiej biblioteki jakoś znów straciłam odwagę. Sięgnęłam więc po książkę, którą zamówiłam swojemu Prawie-mężowi...

"Stalowy szczur" Harry Harrison

Moje wrażenia? Masakra...nawet nie skończę tego czytać. Czytając miałam wrażenie, że mam doczynienia z dzieckiem, w wieku mojego syna, które opowiada swoje fantazje o supermocach, ekstra gadżetach z przyszłości i fantastycznych akcjach wydumanych tak bardzo, że aż człowieka krew zalewa.
Nigdy nie fascynowały mnie książki science-fiction i fantastyka ale ta była totalną pomyłką. I chociaż lubię w książkach czary-mary, ta pozycja mnie rozczarowała.

Zdjęcia pochodzą z internetu.

Stalowy Szczur (tytuł oryginału: The Stainless Steel Rat) – książka amerykańskiego pisarza Harry'ego Harrisona otwierająca cykl powieścifantastyczno-naukowych, których bohaterem jest James Bolivar DiGriz, alias "Slippery Jim" (Śliski Jim) lub "The Stainless Steel Rat" (Stalowy Szczur), niepokonany kosmiczny przestępca, działający jako agent Korpusu Specjalnego.
Książka została wydana w 1961, na język polski przełożył ją Jarosław Kotarski w 1990.
Powieść opowiada historię Jima di Griz o jego kłopotach z prawem w świecie „prawie bez przestępczości” oraz o tym, jak dostał się do międzyświatowej organizacji Korpusu Specjalnego. Opowiada również o jego pierwszym zadaniu dla tej agencji, którym było uratowanie świata, pokonanie Angeliny oraz zawarcie porozumienia z szefem, Inskippem (źródło: Wikipedia).

niedziela, 5 listopada 2017

170) Odrobina świątecznego klimatu

Od czasu fantastycznych zakupów w Hobbycraft, oszalałam na punkcie robienia kartek. I choć chciałabym produkować je w ilościach hurtowych, powstają powoli i pojedynczo, gdyż chcąc zrobić coś w miarę ładnego, musi to być w jakimś stopniu przemyślane, a nie zawsze jest pomysł co z czym połączyć by powstał zamierzony efekt.
Dziś więc pokazuję Wam kolejny wytwór rąk moich, mając nadzieję, że choć odrobinę Wam się spodoba 🙂




wtorek, 24 października 2017

169) Gipsowa pokraka ;)

Dzisiaj nieco inną tematykę poruszę w tym wpisie.
Jakiś czas temu obejrzałam filmik jak jedna pani, zdolna zresztą, robi fantastyczne domki-lampki używając do tego plastikowych butelek, słoików i własnoręcznie wykonanej mazi, przypominającej gips (jak ktoś nie zna, a chce zobaczyć to zapraszam TUTAJ).
Oczarowana i zafascynowana już widziałam siebie w takiej roli :P
Okazja nadarzyła się szybko...szukałam dla siebie jakiegoś kubeczka, pudełeczka, czy innego "ustrojstwa" na swoje długopisy i pisaki by nie zagracały całego stołu i nie tworzyły niepotrzebnego bałaganu. Choć wybór w sklepach jest duży to żadna z tych rzeczy mi nie odpowiadała. Postanowiłam więc zrobić to sobie sama. Butelka w domu akurat była-a nawet dwie, to i dziecko z matką się pobawi. Poszłam jednak na łatwiznę i na początek kupiłam gotowy "gips kreatywny", jak producent informuje na opakowaniu.
 
Przystapiliśmy do działania...jak się szybko okazało "gips kreatywny" był tylko z nazwy :P bo mnie takowych zdolności brak. I to co dla tamtej pani było tak proste, dla mnie okazało się mega skomplikowanym wyzwaniem-bo jak antytalent plastyczny ma wykonać coś ładnego?
Moje wyobrażenie o kubeczku na długopisy wyglądało tak (nie dosłownie bo to wazon ale jakość zdobienia i w ogóle tak sobie wyobrażałam):
Zdjęcie znalezione w sieci

Wizja ozdobnych kwiatuszków i motylków prysła jak bańka mydlana, trzeba było więc improwizować-przecież dziecko siedzi obok, babrze się ze mną w tej mazi i trzeba jakoś dziecko dopingować gdy jemu również słabo wychodzi...
W rezultacie zrobiłam pokrake, karykature swoją własną chyba...
No a tak to wygląda:
Objaśnienie: szpetna twarz-mój wyrób, czarny wazon w kości-dziecka dzieło :)











Ale wiecie co Wam powiem? Może nie jest to arcydzieło, jest kiczowate, szpetne i...no piękne nie jest...ale jest MOJE...zrobione przeze mnie dla mnie...i chyba się z tym "czymś" polubimy ;)
I będę próbować dalej-może kiedyś zrobię coś ładnego.
Koniec.